Tak sobie ostatnio siedzieliśmy z żoną moją Matyldą, która jest już coraz bliżej rozwiązania, ale nie zagadki Sfinksa czy katastrofy smoleńskiej tylko „naszej własnej, prywatnej” ciąży i przyglądaliśmy histerii, która ogarnęła nasz kraj w związku z euro 2012. I wcale nie chodzi o stan infrastruktury, bo on przecież jest – jak przekonują ministrowie – w pełniej gotowości, tylko o sferę moralno-etyczną z elementami filozofii i socjologii.
Jan Tomaszewski przekonuje, że nasza piłkarska kadra to zbieranina przestępców i przeszczepów, natomiast Kazimiera Szczuka, pierwsze feministka obecnej Rzeczpospolitej grzmi, że euro to typowo męska rozrywka ociekająca seksem i alkoholem, której towarzyszą jeszcze krzyki. No i się zaczęło.
Jak odbiornik telewizyjny długi i szeroki przetoczyła się przez niego dyskusja na temat poglądów pani Kazimiery. Małgorzata Domagalik powiedziała przed kamerami, że w dobrym seksie nie ma nic złego i będzie kibicowała piłkarzom. Podobnie wypowiedziała się Agata Passent, który jeszcze przyznała, że w przeciwieństwie do wielu innych kobiet ona po prostu lubi mężczyzn.
W imieniu męskiej części społeczeństwa, pani Agato, dziękuje. Bo już myślałem, że lubi mnie i moje kibicowanie różnym dyscyplinom sportu tylko moja mama i moja żona Matylda, ale one z racji odgrywania społecznych ról rodzicielki i mojej ślubnej nie są w tej materii obiektywne.
Bo przecież jak nas nie lubić. Weźmy na przykład takiego mnie.
To prawda, że nawet w domu oglądając sportowe transmisje piję czasami piwo i krzyczę na sportowców na ekranie, a potem zdarza mi się uprawiać seks. Idźmy dalej, czasami po takich emocjach potem chrapię i Matylda nie może spać, a rano opluję lustro podczas mycia zębów i po sobie nie posprzątam. A gdy wrócę z pracy nie wyniosę śmieci na czas i od miesiąca zwlekam z przybiciem gwoździa dla kolejnej grafiki. Zdarzyło mi się – mimo ciąży Matyldy – że praktycznie nie wróciłem na noc do domu, bo zasiedzieliśmy się z kumplami w pubie i potem cały następny dzień byłem nie do życia a mieliśmy z Matyldą jechać na planowane zakupy.
I za to można mnie nie lubić. Chyba zacznę wymieniać dalej. Albo nie, bo jeszcze pani Kazimiera mnie polubi i będzie chciała iść ze mną na mecz. A jakoś nie mam ochoty z nią krzyczeć.
Jan Bliżej Ciebie











