Jan w laboratorium

Nie uwierzycie, ale poszedłem do lekarza. Nie, nie, wcale nie z własnej woli. Matylda mnie wypchnęła.
- Kiedy ostatni raz robiłeś sobie jakieś badania: cholesterol, cukier, hemoglobina – zapytała któregoś wieczoru po wykąpaniu Kalinki.
Próbowałem udawać, że nie słyszę, ale się nie udało.
– Nic nie mówisz, to ja ci powiem – Matylda wyraźnie przejęła inicjatywę. – Tak dawno, że nikt już nie pamięta. W tym tygodniu masz to załatwić. Chcę tu widzieć skierowanie na wszystkie badania. Masz dwójkę dzieci. Odpowiadasz za nie, musisz dbać o zdrowie.
No i poszedłem. U lekarza kłopotów większych nie było. Miła starsza pani osłuchała mnie, zmierzyła ciśnienie. Okazało się, że jest lekko podwyższone, ale lekarstw na razie nie dostałem. Za to otrzymałem upragnione skierowanie na badania. I fiolkę z buteleczką i instrukcją obsługi do oddania moczu.
Kiedy ja ostatni raz poddawałem się takiemu badaniu brało się butelkę po syropie na kaszel. Do niej robiło co trzeba, naklejało plaster, na nim wypisywało nazwisko i do laboratorium. Jakoś dałem radę instrukcji, ale ja się potem okazało nie do końca.
Moja przygoda z pobraniem krwi zaczęła się pewnego upalnego ranka kiedy 10 minut przed siódmą rano wkroczyłem do pustej przychodni.
- Dzień dobry, dzień dobry – dawałem znać o swoim przybyciu przed ladą recepcji. W końcu z zaułka wyłoniła się kobieta w białym fartuchu i postury enerdowskiej kulomiotki.
-  Ja na pobranie krwi – zacząłem nieśmiało.
- Wchodzimy dopiero o 7, a przyjmujemy od 15 po. Tam jeszcze się sprząta – pani w białym kitlu dała do zrozumienia, że na razie nie mam co tu szukać. I gdy tylko wyszedłem, zamknęła za mną wejście do przychodni na klucz.
Nagle przed  drzwiami przychodni zaczął się tworzyć mały tłumek. I rzeczywiście o 7 drzwi otworzyła już inna, znacznie mniejszych rozmiarów osoba w czerwonej koszulce.
W recepcji zapłaciłem za jeszcze za dwa dodatkowe badania, wziąłem paragon i ustawiłem się w kolejce do laboratorium. Byłem drugi. Kiedy przyszła moją kolej w pokoju z igłami zobaczyłem wcześniej poznaną kulomiotkę, która od progu spojrzała na trzymane w ręku zawiniątko.
 - Z badania moczu to nic nie będzie – zaczęła miło. – Co ma pan za pojemnik
- Taki jaki kupiłem w recepcji.
- Nie, tego dużego się nie przynosi, tylko ten mały
Całe szczęście, że wziąłem oba, bo i instrukcji nie było napisane, który jest właściwy. Kolejne problemy zaczęły się, gdy nieśmiało zaznaczyłem, że wykupiłem dwa dodatkowe badania krwi. I pokazałem paragon z recepcji. Przez kilka minut nie mogliśmy z panią się dogadać, ponieważ ona chciała jeszcze innych dowodów na to, że mówię prawdę.
- Musimy to wyjaśnić gdzie indziej. Pan pójdzie ze mną – kulomiotka wstała i otworzyła drzwi gabinetu. W krótkiej drodze do recepcji zakrzyknęła. – No co mi dziewczyny tu za burdel robicie. Pan mówi, że za coś płacił, a ja tego nie mam zaznaczonego.
Cała kolejka spojrzała najpierw na nią, potem na mnie.
W końcu jakoś udało się wszystko załatwić, okazało się, że panie nie dały  jakiegoś innego wymaganego kwitka i wróciliśmy do gabinetu.
Laborantka zaczęła coś wypisywać.  A że trwało to już około 5 minut, zobaczyłem krzesło, więc usiadłem. I to był błąd.
- Gdzie mi pan tu siada. Nich pan weźmie fiolkę z moczem i włoży do niebieskiego pojemnika – zakomenderowała.
Wziąłem fiolkę z biurka i zacząłem wzrokiem szukać  niebieskiego pojemnika.
- Gdzie pan patrzy. Tam jest  - kulomiotka wskazała głową na stojący w drugim końcu gabinetu stolik.
Po wykonaniu tej czynności nie śmiałem już powtórnie usiąść. I bardzo dobrze.
- Teraz nie pan weźmie kody kreskowe z tej kartki i tu ponakleja na te próbowki.
- Nie, nie tego nie zrobię, bo jeszcze coś pomylę – zaoponowałem.
Kulomiotka spojrzała na mnie zza okularów.
- Rzeczywiście, może ma pan rację. To niech pan już lepiej siada.
Usiadłem i po chwili doszło do oczekiwanego od dawna najważniejszego aktu tej wizyty.
- Ale ma pan te żyły. Tu nic nie widać, co ścięgno, a co żyła. O tu coś jest – ucieszyła się kobieta w kitlu
Mimo wszystko był z niej fachowiec. Ukłucia igły nawet nie poczułem i 40 sekundach było już po wszystkim. Tylko co wyjdzie z tych badań?
Jan Bliżej Ciebie   

Podziel się na:
  • services sprite Jan w laboratorium
  • kciuk Jan w laboratorium
  • sledzik Jan w laboratorium
  • sfora Jan w laboratorium
  • forumowisko Jan w laboratorium
  • services sprite Jan w laboratorium
  • spis Jan w laboratorium
  • wahacz Jan w laboratorium
  • polec Jan w laboratorium
  • co robie Jan w laboratorium
  • gadu gadulive Jan w laboratorium
  • services sprite Jan w laboratorium
  • services sprite Jan w laboratorium

Informacje o Jan

Jan Bliżej Ciebie płeć: nie kobieta wiek: średni żona: jedna od wielu lat dzieci: jedno, nie mężczyzna wykształcenie: wyższe znajomość internetu i komputera: niska wiedza o blogach: żadna zainteresowania mało oryginalne: dobra książka sensacyjna, film i śmieszny kabaret, o który coraz trudniej oraz sport w dwóch wersjach biernej(kibic)i czynnej ( rekreacyjne uprawianie marszów, biegów, jazdy na rowerze, koszykówki i narciarstwa). Poza tym kocham zwierzęta i chciałbym, żeby na całym świecie był pokój, a jak zostanę miss to będę też walczyć z nierównością społeczną na kuli ziemskiej.
Ten wpis został opublikowany w kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>